Warszawa i ja
Od samego początku kino kojarzyło mi się ze szczególnym, magicznym miejscem. Niestety nie pamiętam kiedy i na czym po raz pierwszy byłem w kinie, ale były to z pewnością jakieś bajki wyświetlane w ramach poranków filmowych. Do dziś w pamięci mam ten szelest papierków po cukierkach a także często zrywająca się taśmę i wrzaski niezadowolonej ferajny na widowni :D.
Pierwszym filmem, który chyba już dosyć "świadomie" miałem okazję zobaczyć w kinie był obraz Georga Lucasa "Star Wars - A New Hope" gdzieś na przełomie lat 70 i 80 ubiegłego wieku. Pamiętam że moja Matka czytała mi wszystkie napisy szepcząc je do ucha, a odbywało się to w maleńkim, nieistniejącym już kinie Neptun w Gdyni - Orłowie. Tak udało się jej zaszczepić we mnie miłość do tego magicznego miejsca. Potem w zasadzie regularnie odwiedzałem najbliższe kina - Atlantic, Goplanę i premierową Warszawę. Do Warszawy zresztą zabierano nas wraz z całą szkołą podstawową na niejako przymusowe zapoznanie się z różnymi produkcjami. Była więc i saga pana Kleksa, ale także obowiązkowa pozycja bratniej kinematografii - "Bitwa o Moskwę".
Jednak już od samego początku zetknięcia z kinem na równi z akcją rozgrywającą sie na ekranie intrygowało mnie takie miejsce na tyłach sali kinowej, z którego snop światła malował na ekranie wirtualną rzeczywistość. Niczym mały Toto z obrazu "Nuovo cinema Paradiso" szukałem w tych czasach swojego Alfredo, niestety proza życia nie była dla mnie tak łaskawa jak dla bohatera tego filmu.
Po raz pierwszy zasmakowałem kina od kuchni w bodajże 1985 roku, gdy poznałem kinooperatora w Klubie Oficerskim Marynarki Wojennej w Gdyni. Z ogromnym przejęciem po raz pierwszy uzbroiłem rosyjski projektor KN-19 w taśmę filmową i na ekranie pojawił sie obraz. W zasadzie trudno przekazać co wtedy czułem, to była euforia połączona z totalnym zachwytem. Od tego czasu stałem się szkolnym kinooperatorem, wyświetlającym na przenośnych projektorkach na taśmę 16mm filmy dydaktyczne w mojej podstawówce. Posada szkolnego kinooperatora miała swoje nadzwyczaj pozytywne strony, gdyż często inni nauczyciele zabierali mnie do projekcji filmowych w ich klasach. Przypominam też sobie jedną awanturę o moją osobę, gdyż dwie nauczycielki chciały koniecznie wyświetlić filmy w tym samym czasie. Niestety, niedługo potem dziwny splot wydarzeń spowodował, że zostałem zmuszony do rezygnacji ze "stanowiska" szkolnego kinooperatora, i sprawy związane z kinotechniką przestały mnie interesować na długie lata.
Ponowie zainteresowałem się kinem od kuchni około roku 2000, gdy będąc u znajomego w Sopockim kinie Bałtyk poznałem managera kina Warszawa w Gdyni. Na początku nasza współpraca polegała na opracowaniu i redagowaniu zawartości strony internetowej kina, potem gdy się okazało że z dawnych lat pamiętam co nieco o sprzęcie projekcyjnym zaczęła sie regularna praca w projektorni. Do dziś pamiętam wiele zabawnych epizodów w czasie mojej pracy w Warszawie. Jednym z nich była maleńka plama po ogryzku na ekranie którą manager chciał usunąć w przeddzień premiery "Gulczasa..." na którą były zaproszone "gwiazdy" tego filmu. Mój zmiennik tak się ochoczo zabrał do czyszczenia ekranu że z maleńkiej plamki zrobiła się plama o średnicy pół metra :) Innym zabawnym epizodem był alarm bombowy z powodu podejrzanego kartonu, który manager wypatrzył pod śmietnikiem na parterze kina. Jak się później okazało był to karton ze szmatami używanymi przez naszą sprzątaczkę :D Zwiedzając zakamarki w czasie wolnych chwil porównywałem też swoje wspomnienia z dzieciństwa ze stanem obecnym tego obiektu - przeważnie okazywało sie, że moje wspomnienia mocno wyolbrzymiły wielkość sali i jej atmosferę. Niestety zarówno życie jak i lata mocno odarły z uroku to miejsce. Na moich oczach rozegrała się agonia tego kina, do dziś mam w pamięci heroiczne boje managera o dostęp do kopii, próby przyciągnięcia młodszej widowni oraz katastrofalne pomyłki (np. umowa na wyłączność rozpowszechniania filmu "Yyyreek!!! Kosmiczna nominacja" na który w ciągu 2 tygodni przyszło tylko 40 osób). Takie zdarzenia mocno biły po kieszeni. Ostatecznie kino zamknęliśmy 02.03.2003 roku żegnając widzów obrazem "Frida" w reżyserii Julie Taymor. Jedynym pocieszeniem w tej sytuacji jest fakt, że wyposażenie kinotechniczne Warszawy do dziś służy kinomanom naszego miasta w Klubie Filmowym na ulicy Waszyngtona 1. Tak też zakończyła sie 64 letnia historia kina Gwiazda/Stern/Bałtyk/Warszawa w Gdyni na ulicy Świętojańskiej 36.
Maciej Mokros
ostatni kinooperator kina Warszawa





















