Moje pierwsze kino to Sybilla w Puławach, przez dłuższy czas jedyne kino w mieście, grające repertuar „ogólny”, czyli to, co wchodziło do obiegu w latach 80. To mój pierwszy kontakt z kinem, regularny aż do liceum. Zapamiętałem stamtąd wielki, kompletnie bezużyteczny hol w budynku kina. Kiedyś kierowniczka kina (znajoma ojca) zabrała nas od nas z domu wielkiego kaktusa, który już nam się ewidentnie w mieszkaniu nie mieścił. „Odwiedzałem” go, idąc na seanse. Widziałem, że kilka lat temu stał tam jeszcze.
Potem było kino Bajka w Lublinie. Kino studyjne, ze starymi, trzeszczącymi fotelami i charakterystycznym balkonem, zlokalizowane w lubelskim miasteczku akademickim, o ambitnym repertuarze. Bardzo często wyświetlało filmy z czytaną przez lektora listą dialogową (kopie nie miały napisów). Był to kontakt z kinem niekomercyjnym, ambitnym. Pamiętam maratony (Tarantino, Greenaway, Kurosawa, Alodovar), festiwale, cykle tematyczne. Mała salka w budynku Domu Nauczyciela. Do dziś gdzieś w książkach znajduję charakterystyczne bilety wydzierane z bloczków, z wypisywanymi ręcznie godzinami seansów i skreślanymi miejscami na planie.
Jeśli chodzi o lata 80. i początek 90., to z repertuaru pamiętam „Gwiezdne wojny” (chociaż jako pierwsze wiedziałem „Imperium kontratakuje”, „Nowa nadzieja” wydaje mi się, dotarła do mnie jakoś później). Oczywiście pamiętam też przeboje tamtych czasów, które trafiały do obiegu kinowego zamiast na VHS-y, jak „Robocop”. Pamiętam też rzecz niespotykaną jak na tamte lata – gigantyczne kolejki po bilety na filmowe hity. Był też „Ran” Kurosawy – puste kino i zupełnie inny, czarno-biały film, który odebrałem chyba bardziej emocjonalnie niż intelektualnie.
Z czasów licealnych pamiętam też jeszcze „Pump Up the Volume” („Więcej czadu”), buntowniczy, choć z perspektywy czasu po prostu komercyjny, ale dla ówczesnego nastolatka ważny. Gdzieś z połowy lat 90. kojarzę także przegląd wczesnego Almodovara w Bajce.
Mam sentyment do tamtych kin, dużo lepiej odbierało się tam filmy o intelektualnym zabarwieniu – w kinie z jedną salą, bez popcornu, (chociaż w Bajce funkcjonowała kawiarnia i czasem można było na maratonach przemycić kawę czy colę). Pamiętam nocny maraton z filmami Greenaway’a – właśnie wchodziło przedpremierowo „Dzieciątko z Macon”) i wrażenie, jakie zrobiło na mnie wtedy to kino., szczególnie zabawy obrazem w „Księgach Prospera”. Tamte filmy, oglądane w Bajce, w dużym stopniu ukształtowały mój filmowy gust.
Z tego co wiem, puławska Sybilla ledwo żyje, w holu kina część miejsca zajmuje wypożyczalnia DVD/VHS, w drugiej części przez moment funkcjonował nawet jakiś sklep. Wymieniono fotele, zainstalowano system Dolby – sala mieści chyba ze 400 osób – od lat 80. chyba nigdy nie jest wypełniona.
Lubelska Bajka zmieniła się w kolejne masowe kino (no, może bez popcornu), oprócz rejsowych limów dalej organizowane są maratony i przeglądy tematyczne. Podobno zlikwidowano stare trzeszczące fotele...
Marek Bałabuch





















