Kino Staromiejskie, Lublin
Przed wojną mieścił się tu Teatr Zimowy. Potem tę uroczą staromiejską kamienicę przemieniono w kameralne kino, które przyciągało widzów niepowtarzalnym klimatem. Dobrze pamiętam te renesansowe balkony, galeryjki, ciepły półmrok.
Staromiejskie to kino mojej młodości, pierwszy randek, pocałunków. Pokazywano tu romantyczne, amerykańskie produkcje w tym „Casablankę” czy „Na wschód od edenu”.
Pewnie z racji zawodu, moją uwagę przykuwali zawsze aktorzy. Ideałem był Marlon Brando i James Deen. Marzyłam o Ameryce, którą znałam z ich filmów. Fascynowała wtedy wszystkich, bo była nieosiągalna. Nie mieliśmy dostępu do świata z amerykańskich romansów, musicali, a na co dzień otaczała nasz szarzyzna PRLu.
Dziś młodzi stracili ten romantyzm. Zastąpili go konsumpcją. Widać to też w kinie, które epatuje seksem. Trzymanie się za ręce na nikim już nie robi wrażenia. Zmieniło się tez tempo życia i tempo kina, co widać np. w filmach Tarantino.
Staromiejskie umarło wraz z przełomem politycznym. Od tamtej pory popada w coraz większą ruinę.
Elżbieta Słoboda, aktorka
(not. Anna Brzezińska)





















