Wczytywanie strony...Wczytywanie strony...
Liczba kin w serwisie: 295 Liczba zdjęć w serwisie: 916
Powrót

Kino PRZYJAŻŃ, Szczecinek i kino MALTA, Poznań

Najważniejsze kino z czasów mojego dzieciństwa to Przyjaźń w Szczecinku. Jedyne kino w mieście, więc pomimo skromnego repertuaru i mało atrakcyjnego wnętrza robiło na mnie – dziecku przyglądającemu się światu ciekawie – ogromne wrażenie. Szary budynek o kształcie klocka, z ogromnym niebieskim, nie zawsze działającym neonem. A w środku? Cóż.. Siadało się na niewygodnym, drewnianym krzesełku – które skrzypiało przy każdym ruchu i wtedy... Wtedy krzesełko przenosiło do zupełnie innego świata.

Z czasów studenckich, i późniejszych pamiętam kino Malta w Poznaniu. Kino szczególne – z salą na mniej niż 50 osób, z krzesełkami przypominającymi mi dziecinną Przyjaźń i takie, w którym nigdy nie było tłoku... Kasa otwierana była na 15 minut przed pierwszym seansem, a bileter był jednocześnie operatorem.
Malta przykuła moją uwagę z prostego powodu – seanse o północy były jedynymi, na które mogłam zdążyć. Nie przeszkadzało mi to, mimo spacerów w środku nocy po wybrukowanym rynku Śródeckim, w miejscu, gdzie czas się zatrzymał dawno temu.
W kinie Malta nie wyświetlano filmów nowych. Ale zawsze dobre. Można było obejrzeć takie, które dawno zeszły z ekranów innych kin, i takie, które nie święciły tryumfów, gdyż były za mało komercyjne.

Szczególną rzeczą było to, że seans mógł odbyć się nawet dla dwójki widzów. A jeśli kilka osób, które pojawiły się na seansie dogadało się, mogło wybrać film ze wszystkich kopii, jakie były dostępne na miejscu. Gdzie i w jakim kinie byłoby to możliwe?
Tęsknie za klimatem Malty – lekko zakurzonymi schodami prowadzącymi do sali, ciemnym, mrocznym wnętrzem przypominającym stary teatr, z aksamitnymi zasłonami i wyświechtanym dywanem. Wszystkim polecam, bo takich miejsc nie ma zbyt wiele.
Pamiętam też, że przez 5 lat, dzień w dzień o 23.59 rozpoczynano seans „Zaginionej Autostrady” Nieźle, prawda? Repertuar był zróżnicowany, a kino starało się codziennie wyświetlać inne filmy. Inne, nie znaczy nowe. Można więc było obejrzeć „Ame Agaru” albo „Miasto Boga”, można było trafić na „Jeźdźca bez głowy” – mimo że jako film wybitnie stary nie miał już w kinach prawa bytu...Można było obejrzeć wszystko, od „Skłóconych z życiem” po „Piękność Dnia”. Nie można było liczyć na jedno – wielkie komercyjne premiery. I bardzo dobrze.
W pamięci utkwiły mi drewniane schody – prowadzą z przedsionka, w którym mieści się kasa, na piętro. Ponieważ kino rozpoczęło działalność jeszcze przed wojną, we wnętrzu pozostał specyficzny zapach starego budynku, zakurzonych plakatów. Gości witają duże figury Flipa i Flapa oraz Charliego Chaplina, a na ścianach wiszą plakaty z wielu starych filmów. Gdzie jeszcze można zobaczyć oryginalny plakat ze  „Śniadania u Tiffany’ego”?
Najdziwniejsza rzecz, jaka zapada mi w pamięć to to, że krzesła nie są numerowane chronologicznie. Takie właśnie – nie pasujące do żadnych kanonów jest kino Malta. Dawało możliwość ucieczki od rzeczywistości wtedy, kiedy było mi to potrzebne. Każdy seans był szczególny – ale to tak ulotne wrażenia, że trudno szukać wśród nich jednej, szczególnej historii... Miło wspominam i chętnie wracam – więc być może szczególna historia w filmowym stylu ma szansę się wydarzyć...

Po latach, zawsze, kiedy przechodzę koło Malty, mam ochotę tam wstąpić... Kojarzy mi się z dzieciństwem... ale nie tylko. Mam wrażenie, że w tym miejscu czas się zatrzymał. Ze po wyjściu z tego kina zobaczę dorożkę na brukowanej ulicy i kobiety w eleganckich kapeluszach... W takim miejscu można zapomnieć o świecie – szczególnie, że pędzi on na złamanie karku i rzadko pozwala na to, by się zatrzymać i oderwać od rzeczywistości.
Dzięki tamtemu kinu pozostało mi szczególne uwielbienie dla filmów starych, filmów, których nie mogłam oglądać we wczesnym dzieciństwie...Ale też do Almodovara, do Kurosawy i wszystkiego mniej komercyjnego. Do filmów, które nie opierają się głównie na efektach specjalnych, a mimo to trzymają w napięciu...Pamiętacie „Cenę Strachu”?

Szczególny był też odbiór - kino bez systemu Dolby Surround pozwala na wybór dowolnego miejsca, i z każdego można odbierać film w ten sam sposób (zamiast usilnie wybierać miejsca pośrodku sali). Moim ulubionym miejscem było środkowe krzesło w ostatnim rzędzie...
Kino istnieje do dziś, i na szczęście całkiem dobrze sobie radzi. Uzyskało status kultowego w Poznaniu i prawdopodobnie dlatego przetrwało. Dzięki ludziom, którzy kochają je za klimat i możliwość oglądania filmów w szczególnej atmosferze. Bo kino to magia, a nie popcorn – a taką magię można odnaleźć w kinie Malta w Poznaniu.

 

Kaśka Korabiusz - architekt krajobrazu, grafik

Dodaj wspomnienie
Do góry