Polonia – to było moje kino, gdy chodziłem jeszcze do podstawówki. Repertuarem przypominało dzisiejszy Iluzjon. Jeździłem tu tramwajem, czwórką z Mokotowa – czasem po lekcjach, czasem
w czasie ich trwania. To tutaj przeszedłem edukację filmową od westernów z „Rio Bravo” poczynając. Widziałem także filmy takie jak „Noc Iguany” czy „Wszystko o Ewie”, których tytuły nie wiele mi wtedy mówiły. Do dziś mam przed oczami scenę, w której Bette Davis zbiega po schodach i mówi: „Zapnijcie pasy bezpieczeństwa, zapowiada się burzliwa noc!”.
Czasem śni mi się fragment z filmu oglądanego w Polonii - „Kleopatry”, gdzie Richard Burton na koniu samotnie atakuje wielką armię rzymską, de facto popełniając samobójstwo. To dla mnie taki archetyp honorowego bohaterstwa. Antoniusz podobał mi się przez to dużo bardziej niż Cezar, a na wdzięki Elizabeth Tylor, jako Kleopatry jeszcze nie zwracałem uwagi. Ważniejsze były dla mnie miecze.
Do Polonii wpuszczano praktycznie bez ograniczeń wiekowych.
W godzinach, kiedy tam chodziłem zawsze były miejsca, zawsze były bilety. Zajmowałem tu zawsze pierwszy rząd na balkonie, gdzie można było siedzieć z wyciągniętymi nogami.
Podobny balkon był w Moskwie, kinie, do którego chodziłem już jako nastolatek. To kino kojarzy mi się jednak głównie z długą kolejką, wijącą się po słynnych schodach prowadzących do budynku. Często udawało mi się ją ominąć, bo od matki dostawałem tzw. bilet pracowniczy, który upoważniał do zakupu biletu poza kolejnością oczekujących.
W mojej pamięci Moskwa to też kino premierowe, pełne wielkich wydarzeń. To tu po raz pierwszy w Polsce zastosowano system dźwięku surround. Przekonałem się czym on jest na filmie „Bitwa
o Midway”, gdzie jak na ekranie bomba wpadała do wody, to trzęsły się wszystkie fotele. Ostatnim obrazem, z jakiego zasłynęła Moskwa jest zdjęcie budynku z plakatem „Czasu Apokalipsy”. Co ciekawe
w stanie wojennym powstało kilka takich fotografii, a to dlatego,
że tym samym czasie parę osób wpadło na pomysł ustawienia się
z aparatem na klatce schodowej sąsiedniego budynku na rogu Puławskiej i Rakowieckiej.
Ja też byłem wśród nich.
Maciej Ślesicki, reżyser





















