W dzieciństwie moim ulubionym kinem była Niwa w Nasielsku. Zapamiętałem zwłaszcza niedzielne „Poranki”, podczas których wyświetlane były wszystkie najbardziej znane bajki dla dzieci.
Budynek, w którym mieściło się kino, to szary prostokąt bez okien, a raczej z oknami umieszczonymi tak nisko, że były niewidoczne. Za ekranem stały dwie olbrzymie tuby, które dawniej stanowiły źródło dźwięku. Wyglądały majestatycznie i budziły podziw.
Kino było także Domem Kultury. Na scenie umiejscowionej przed ekranem grałem swoje pierwsze próby z zespołem, a potem koncerty.
Zapamiętałem Niwę jako miejsce spotkań, w którym spotykałem ciekawych ludzi, gdzie grano filmy wyświetlane z dużym opóźnieniem w stosunku do polskiej premiery. W pewnym okresie życia było to miejsce, gdzie bywałem częściej niż w domu. W holu kina stał też stół bilardowy. Zawsze po szkole szliśmy rozegrać kilka partyjek. Jeśli natomiast chodzi o pierwsze filmowe fascynacje z czasów Niwy, to były to... „Przygody Koziołka Matołka”. Miałem oczywiście w Niwie swoje ulubione miejsce, czyli ostatnie rzędy we wnęce.
Kino działa (z małą przerwą) do dziś. Wiele zmieniło się, jeżeli chodzi o jakość obrazu i dźwięku. Niwa jest nadal Domem Kultury, w którym odbywają się próby zespołów, kółka plastyczne i teatralne. Kino dawniej wyglądało podobnie jak dziś, tyle że jego jakość techniczna była niższa.
Marcin Kuś, muzyk





















