Jestem z zawodu kinooperatorem. Mam 58 lat, z czego dziewiętnaście przepracowałem w kinie. Pierwszym moim miejscem pracy było kino Flisak w Toruniu. Kino miało bardzo złe położenie, ponieważ znajdowało się za Wisłą. Flisak był pięknym, dwupiętrowym gmachem, z salą na 420 miejsc i ogromnymi dwoma holami. W czasach najlepszej prosperity kina zdarzały się momenty, że sale wypełnione były po brzegi. Ludzie, którzy tu dotarli, byli zdziwieni, że tak piękne kino miesci się w takiej złej lokalizacji, ale mimo wszystko do niego wracali. Natomiast jeżeli chodzi o sprzęt, to był on jednym z najlepszych.
Chciałbym wspomnieć też o załodze. Było nas trzech w kabinie i pięć pań w obsłudze. Niestety filmy przychodziły do nas z opóźnieniem, co miało wpływ na frekwencję. Niektóre filmy (mimo że powtórkowe) potrafiły oczywiście ściągnąć widzów. Pamiętam ,,Klasztor Shaolin” czy ,,Wejście Smoka'', to były filmy, które potrafiły wypełnić salę. Bardziej wartościowe filmy niestety nie miały już takiej frekwencji. Były też wyświetlane w niedzielę bajki dla dzieci, wśród których przebojami były filmy z Reksiem, Misiem Uszatkiem i Bolkiem i Lolkiem. Dzieci to była najbardziej wdzięczna widownia.
Po likwidacji kina do budynku wprowadziło się Archiwum Państwowe. Po reorganizacji OIRF w Bydgoszczy, kino przejął znany miłośnik kina, propagator filmów i DKF-u w Toruniu, Pan Krzysztof Kucharski, z którym po zamknięciu kina Flisak przenieśliśmy się do kina Kopernik, ale to już inna historia...
Piotr Lewandowski, kinooperator





















