Wczytywanie strony...Wczytywanie strony...
Liczba kin w serwisie: 295 Liczba zdjęć w serwisie: 916
Powrót

Kino BOMBA i inne, Warszawa - Janusz Stanny

Kino BOMBA i inne, Warszawa

Najpiękniejsze są małe kina...
Na prawym brzegu Wisły, na Pradze, w czasach mojej chłopięcej fascynacji kinematografią były dwa takie kina.
Jedno, o zaskakującej nazwie Bomba, po czasie przemianowano na kinoteatr Popularny. To tutaj poznałem szlachetnego białego kowboja na jeszcze bielszym koniu – Toma Mixa, to tutaj pękałem ze śmiechu oglądając przygody alpejskich osłów w wykonaniu Flipa i Flapa. Obecnie przy ul. Zamojskiego króluje teatr Powszechny, też niezły ale to już nie to.
Drugim czarodziejskim miejscem było kino Syrena przy ul. Inżynierskiej. W 1945 roku wyszedłem z ostatniego seansu jakiegoś radzieckiego filmu wojennego, na ekranie przez dwie godziny waliły katiusze, na niebie wybuchały race pocisków, błyskały ognie dział przeciwlotniczych. Szedłem ulicą Wileńską. Zapadał mrok i nagle w niebo wystrzeliły ognie dział przeciwlotniczych, poleciały koraliki świetlistych pocisków...patrzyłem jak na dalszy ciąg filmu. Cinema Verite pomyślałem i poszedłem do domu. To był salut armatni z okazji zdobycia Berlina, a może nawet z okazji zakończenia wojny.
W ogóle z filmami o tematyce wojennej, było nie tak jak myślimy.
O dziwo po roku 1945 na ekranach kin najwięcej było filmów amerykańskich zagrzewających do wojny z Cesarstwem Japonii, bohaterskich marynarzy, lotników i piechotę USA. Np. ”Pięciu zuchów” to był film propagandowy, zostawiający daleko w tyle radzieckie dokonania w tej dziedzinie. Oto treść: Pięciu braci Sullivan zaciąga się na ochotnika do marynarki wojennej. Trzeba trafu, że Japończycy zatapiają okręt razem z pięcioma braćmi. Widzimy rodzinę amerykańską, która prawie się cieszy, że synowie zginęli za demokrację.
W ostatnim ujęciu, wśród chmur idą czterej bracia Sullivan, to nie pomyłka, najmłodszy wesołek dołącza do nich w ostatniej chwili i w piątkę maszerują do nieba. Na ekranie napis Happy End. Zapalają się światła. Ocieramy ukradkiem łzy.

Inny film wojenny to „Bohaterki Pacyfiku”. Trzy piękne kobiety (Paulett Godard, Veronica Lace i Claudette Colbert) ubrane w twarzowe chełmy i pomazane gdzie niegdzie czarną szminką, pędzą na kutrach torpedowych do brzegu jakiejś wyspy na Pacyfiku gdzie zagnieździli się Japońce i wykurzają ich. Mało tego, w międzyczasie całują ostrzyzonych na jeża marynarzy.
Tamte filmy wyciskały łzy, czego „Tora! Tora!” nie potrafi przy całej doskonałości technicznej.
Był chyba rok 1948, premiera „Zakazanych piosenek”. W kinach długie i grube ogony po bilety, w zamieszaniu i tłoku można było stanąć do kina Atlantic (ul.Chmielna) i po parogodzinnym staniu znaleźć się przed kasą kina Stylowy (ul.Marszałkowska) albo Palladium.
Na „Zakazanych piosenkach” byłem czternaście razy, rozmawiałem z osłupiałą rodziną dialogami z tego filmu. Do dzisiaj pamiętam zabawny duet skrzypcowy Łapińskiego i Kurnakowicza, albo prześwietlony promieniami słońca las i Jerzy Duszyński przy grobie kolegi, grający na organkach melancholijną melodię partyzanckiej pieśni.
Tylko wspominać tamte wzruszenia siedząc dzisiaj na widowni Multi-Maxi kina.
Ale najpiękniejsze są małe kina... Niestety to se ne vrati.


Prof. dr hab. Janusz Stanny - artysta plastyk

Dodaj wspomnienie
Do góry